Menel nie od razu został Menelem. Przyszedł któregoś dnia pod blok wielki, bury, zielonooki i już został. Walczył dzielnie o teren odganiając wszystkie inne koty. Ludzie jak to ludzie burczeli, że kocur, że śmierdzi, że wydziera się nocami, więc został wykastrowany. Jego dni były podobne do siebie. Rano siedział przy poręczy i witał wszystkich mieszkańców. Miał w tym swój interes, bo zawsze wpadło coś na śniadanko. Potem drzemka na ławce lub pojemniku z piaskiem. Przyszła zima. Menel dostał styropianową budkę, ale nie spodobała mu się. Spał pod samochodami, a czasami przyprószony śniegiem na ławeczce niczym prawdziwy menel. I tak dorobił się swojego imienia. Menel na zimę dostał nową, piękną budkę. O dziwo spodobała mu się. Menela nie czeka nic dobrego. Albo zginie w zębach jakiegoś psa (już raz był pogryziony), których tu wiele albo pod kołami samochodu. Może liczyć tylko, że miska nie będzie pusta a zima łagodna. Nie miał i nie ma lekkiego życia, a tym samym ma niełatwy charakter. Są dni kiedy na widok człowieka wywija radośnie koziołki, łasi się i przymila. Zazwyczaj kiedy mokro i zimno diabeł wstępuje w niego. Robi się rozdrażniony, potrafi strzelić pazurami po ręce karmicielkę, a nawet ugryźć. Menel potrzebuje człowieka o wielkim sercu, mądrości i odpowiedzialności bo nie ma opcji by później miał wrócić pod blok. Najlepszym domem dla niego byłby dom z ogrodem w bezpiecznej okolicy, ławeczka na której mógłby wylegiwać się do woli i dobry człowiek, który zagadałby do niego, pogłaskał. Byłby wspaniałym towarzyszem dla osoby samotnej lub bezdzietnej rodziny, bez innych zwierząt. Rozpisałam się, ale Menel jest kotem wyjątkowym i nie da się o nim napisać w kilku zdaniach.
|